środa, 20 listopada 2013

Train à Grande Vitesse

Latem w czasie wakacji bardzo lubię jeździć pociągami. Im dalej, tym lepiej. Zwłaszcza pociągiem osobowym który zatrzymuje się na każdej stacyjce.
Nie siadam wtedy w przedziale - stoję na korytarzu i podziwiam krajobraz który powoli zanika - krajobraz mojego dzieciństwa. Podróżni z rozbawieniem patrzą jak robię zdjęcia każdej stacyjce - ja uwieczniam niszczejące skarby. Jeszcze chwila i ich nie będzie. Czasem sobie myślę, że fajnie by było gdyby te stare stacyjki odmalować, wyremontować by służyły kolejnym pokoleniom. Ale tak się nie da. To czysty egoizm turysty. Mieszkańcy małych miasteczek nie chcą żyć w skansenie. Chcą by miasteczka i stacyjki rozwijały się, by były nowoczesne i funkcjonalne. Trudno oczekiwać by na stacjach kolejowych były pompy ręczne z wodą i poidło dla koni (pamiętam takie na stacji kolejowej w Poznaniu!). Świat idzie do przodu, czy to nam się podoba czy też nie. Ja też wolę nowoczesny parking dworcowy i ruchome schody, od poideł dla koni i ręcznych pomp z wodą. Na co dzień jeśli muszę korzystać z pociągu, wolę jechać szybkim, czystym i wygodnym ekspresem niż odrapanym, brudnym i powolnym osobowym. Dlaczego o tym mówię?

Medycyna, której częścią jest pielęgniarstwo podlega błyskawicznym przeobrażeniom. Korzysta ona z technologii kosmicznych i rozwiązań organizacyjnych (np clinical government) na miarę XXII wieku! Dlaczego? Trudno oczekiwać by zamiast zintegrowanego systemu ratownictwa lekarz był wzywany telegrafem i kolaską (lekki powóz konny) przyjeżdżał do pacjenta. Byłby to zaiste piękny widok, ale lekarz wtedy przyjeżdżałby z podręczną torbą wyłącznie po to by stwierdzić zgon. Ludzie w dawnych czasach intuicyjnie wiedzieli że pomoc musi nadejść szybko. I dlatego we wsi działała zielarka a w późniejszym czasie felczer. Powoli zaczęto tworzyć miejscowe ośrodki zdrowia, czyniąc pomoc medyczną łatwiej dostępną. Gdyby w końcu XIX lub początku XX wieku powiedzieć że należy wybudować w przysłowiowym Pcimiu klinikę, zielarki i znachorzy pękli by ze śmiechu. Lekarze też nie byliby przychylnie do tego pomysłu nastawieni (chyba że doktor Judym - na szczęście dzisiaj też się tacy zdarzają).
Zmienia się społeczeństwo, zmienia się sposób pracy, odpoczynku, zmieniają się nawyki żywieniowe a selekcja naturalna nie jest trendy. Mało tego: każdy ubezpieczony ma prawo do refundowanego leczenia. Powstają nowe wyzwania: jak pogodzić efektywną opiekę nad pacjentem z jego preferencjami i rachunkiem ekonomicznym? Innymi słowy: skąd wiadomo że dana interwencja, terapia, leczenie konkretnego pacjenta jest dla niego skuteczne i efektywne kosztowo (nie mylić ze słowem "tanie")? A przecież pacjent to nie mebel. Ma swoje plany, wierzenia, przekonania i preferencje. Nie można ich zignorować. A tu każdy lekarz mówi co innego i każdy z nich uważa że ma rację, choć ich opinie są sprzeczne względem siebie. A na dodatek NFZ szufladkuje to, czego zaszufladkować nie idzie. I jest jak w pamiętnym występie kabaretu Tey z roku 1980 pt: "Z tyłu sklepu": 
"Przyszedł ten co się w zeszłym tygodniu zapisał na nać pietruszki (...)
- Panie! Czy zamiast odrostów od pietruszki mógłby pan wziąć odrosty od marchewki?
- A co, to ja jestem królik? (...) Nazywam się Zając (...)
- No to kicaj pan z tego sklepu. Panie Zając, a śrutu pan nie chcesz?"

Dzisiaj jest mniej zabawnie: pacjencie, albo bierzesz to co jest i jesteś nam dozgonnie wdzięczny, albo do widzenia.
Idąc tropem kabaretowym, dziś zapytani co mamy, moglibyśmy odpowiedzieć "Mamy prawa pacjenta!" Tak, to prawda. Szkoda tylko że to niewykonalny spis pobożnych życzeń a jego jedynych efektem, jest rosnąca frustracja pacjentów  i agresja wobec....pielęgniarek! Te ostatnie zostały na pocieszenie "funkcjonariuszkami publicznymi". Kabaret Tey wysiada.

Nowa opieka zdrowotna wymaga od wszystkich dojrzałości.
O ile łatwo nam się wszystkim zgodzić że obecna sytuacja wymaga zmian, to jednak gdy mamy coś do zrobienia na swoim polu, wtedy okazuje się że cały czas zapatrzeni jesteśmy w romantyczne stacyjki kolejowe i romantyczne kolaski wiozące lekarza do chorego.
A tu potrzebne są TGV czyli koleje szybkich prędkości. Nie, nie chodzi o sprzęt medyczny - to prościzna. Orkiestra Świątecznej Pomocy i po sprawie. To czego na prawdę potrzebujemy, to swoistej intuicji, zmiany naszej mentalności. Moment - nie zmiany czyjejś mentalności lecz własnej. Każdy z nas ma na tym polu wiele do zrobienia. Systemu sami nie zmienimy inaczej niż zmieniając się sami. Za tym przyjdą pozostałe, tak oczekiwane zmiany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz